Wałęsa: Rola związków mi się nie podoba! Biskupi mi się nie podobają!

Barbara SzczepułaZaktualizowano 
fot. Dawid Parus.
Z legendą Solidarności Lechem Wałęsą rozmawia Barbara Szczepuła.

_Nie wyobrażam sobie, by nie było pana prezydenta w stoczni 31 sierpnia..._Nie będzie mnie tam, bo nie mam mocy, by parę spraw poprawić, a burzyć bym nie chciał.

_Co się panu nie podoba?_Rola związków zawodowych mi się nie podoba! Biskupi mi się nie podobają! Na świętowanie nie mam więc ochoty.

W programie zaplanowano pańskie wystąpienie, imprezę ma transmitować TVP, zatem będzie pan mógł powiedzieć całej Polsce o tym, co się panu nie podoba.
Święto powinno być radosne, więc nie będzie to odpowiedni moment na takie tematy. Nie chcę psuć uroczystego nastroju. Ale powiem pani, że nie przypuszczałem, iż demokracja jest taką trudną sztuką. Dwadzieścia lat ją budujemy i stale jest pod górkę. Może już jestem za stary?

To kokieteria?
Wcale nie. Zostawiam to wszystko młodym, niech się cieszą, niech się kłócą, niech wyrywają sobie krzyż…

_Skoro mowa o krzyżu: co by pan zrobił z tzw. smoleńskim krzyżem, gdyby był pan teraz prezydentem?_Zrobiłbym porządek. Powiedziałbym: Kochani, mamy tu już jeden pomnik księcia Józefa Poniatowskiego, drugi się nie zmieści. Chcecie pomnika, to zastanówmy się wspólnie, gdzie mógłby stanąć. Natomiast na szantaż krzyżem nie pozwolę. Daję godzinę na jego usunięcie.

Zdecydowałby się pan na użycie siły?
Prawo trzeba egzekwować. Państwo nie może ustępować przed grupką ludzi, którzy reprezentują tylko siebie. Jeśli nie przemawia siła argumentów, to należy użyć argumentu siły.

Zawsze pan podkreślał, że nie krytykuje hierarchów.
Ale jeśli biskupi nie potrafią podjąć decyzji? Boją się komukolwiek narazić. Mówią, że krzyż nie jest sprawą Kościoła! Tego nie rozumiem. Nie obrażam się na Pana Boga. Wiara jest dla mnie najważniejsza, ale ludzie… Nie zawsze zachowują się właściwie.

Wróćmy do spraw sprzed 30 lat. Bogdan Borusewicz, spiritus movens sierpniowego strajku, mówił mi, że właśnie pan był najlepszym kandydatem na lidera: robotnik wyrzucony ze stoczni, młody, ale nie młokos, mający gromadkę dzieci, przywiązany do Kościoła, mający doświadczenie z 1970 r., odważny, wygadany…
Jak pokazała historia, na lidera strajku się nadawałem, ale ja mówię o okresie późniejszym, gdy mnie zaatakowano podczas zjazdu. Wtedy zaczęła się nasza wojna z Anną Walentynowicz, świeć Panie nad jej duszą. Ona zaczęła pokazywać jakieś papiery, mówić bzdury. Wierzyła w to i brnęła coraz dalej, choć przecież mnie znała. Potem pewnie trudno już było się jej wycofać. Nie mam o to pretensji do Kuronia. Mógł na początku nie mieć do mnie zaufania, mógł sądzić, że inżynier bardziej się nadaje na lidera niż elektryk…

Strajk na polecenie Bogdana Borusewicza zaczęło trzech młodych robotników: Borowczak, Prądzyński, Felski. Pan do nich dołączył i strajk pociągnęliście razem. Widuje się pan z nimi?
Z Jurkiem Borowczakiem - owszem, spotkała go pani przecież przed chwilą w drzwiach. Czasem widuję Lutka Prądzyńskiego, bo jego syna podawałem do chrztu. Bogdana Felskiego prawie wcale - bo wyemigrował i mieszka w Niemczech. Choć w ubiegłym roku podczas obchodów rocznicy wyborów z 4 czerwca 1989 r. wszyscy razem popchnęliśmy podczas koncertu pierwszą kostkę domina…

I dzięki temu, że ją pchnęliście 30 lat temu, przeszliście do historii. Ale to pan spija śmietankę.
Jaką śmietankę?! Stale muszę się tłumaczyć: skoczył, nie skoczył, gdzie skoczył, jak skoczył... Albo zaczyna się dyskusja o tym, że 16 sierpnia, gdy wywalczyliśmy dla stoczni podwyżki, chciałem rozpuścić ludzi i dopiero kobiety uratowały strajk.

A gdyby pan miał przywołać jedno wspomnienie z sierpniowego strajku, które najbardziej utkwiło panu w pamięci?
Wie pani, że 16 sierpnia nie był jedynym dniem, w którym strajk o mało się nie skończył? Był taki dzień, kiedy kobiety przyszły pod bramę i zażądały pieniędzy, bo nie miały za co kupić jedzenia dla dzieci. Płakały i przekonywały mężów, że nie wytrzymają dłużej. Myśli pani, że łatwo wtedy było? My w stoczni byliśmy razem, a one - przestraszone, same w domu z dziećmi, z pamięcią o Grudniu 70. Trzeba było decydować natychmiast. Jakoś załatwiłem kasę od księży… Ale najważniejszym momentem strajku było oczywiście podpisanie porozumień.

31 sierpnia, gdy będą trwały uroczystości rocznicowe, sąd ma ogłosić wyrok w sprawie, jaką wytoczył pan Krzysztofowi Wyszkowskiemu. Wyszkowski powiedział, że był pan TW "Bolkiem". Denerwuje się pan?
Znam swoje zasługi. Wiem, że to ja prowadziłem ten bój o Polskę, ale czy sprawiedliwość zawsze jest po właściwej stronie? Czy objawi się dopiero na Sądzie Ostatecznym? Czasem zadaję sobie pytanie, czy warto było walczyć?

Wideo

polecane: Flesz: Czy grozi nam katastrofa klimatyczna?

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3